staram sie pomoc mojej bylej...i to mnie cieszylo, wszystko pieknie...az do dzis niby rozmawialismy o zaliczniu z chemii,ale po co slowa "ciesze sie ,ze dzwonisz..." "tak bardzo chcialam z Toba porozmawiac..." "dziekuje, jestes wspanialy" po jakiego chu**? do tego akurat jak pilem. Pozniej poszedlem na balet i tylko myslalem o niej. Z tego kolo 2 lekko nawalony zadzwonilem do niej, czy by nie poszla na spacer o 2 w nocy...wiem,ze zajebisty pomysl

ja mam same takie...najgorsze jest to,ze powiedziala,ze jakbym zadzwonil pol godziny wczesniej to bardzo by chciala,ale teraz nie moze...jednak moze mnie przenocowac. Podziekowalem, bo powiedzialem,ze ja chcialem sie tylko z nia przejsc, poniewaz snieg spadl i fajnie jest pochodzic noca po Warszawie. To nic ,ze teraz czekam gdzies w kafejce internetowej zeby pojechac do domu pierwszym pociagiem, ktory jest o 4:45. Zaprosila mnie na jutro do siebie, najgorsze jest to,ze i tak musze tam pojechac z innych wzgledow. Wiem,ze ktos z Was moze powiedziec...stary ona leci na Ciebie czy cos takiego...ale to gowno,a nie prawda...bo z tego juz nic nie bedzie...a swoim telefonem o 2 pokazalm, jak bardzo mi jeszcze zalezy.

do tego spoznilem sie na moj typ dnia..o 37 sekund i dodalm zasrana Delecte...ja pierdziele,a tak to byloby zajebiscie przynajmniej pod wzgledem hajsu

wogole chce isc spac, i nie obudzic sie jak najdluzej to bedzie mozliwe...
podobno czas leczy rany...a mnie nadal boli.